Niebieskiego przygód kilka

17marca czyli Konefkowe miotanie się po chałupie

Odkąd Konefka wróciła z Polski, nie może się wyleczyć z zapalenia oskrzeli. To już się ciągnie któryś tydzień. W ramach odruchu dobrego serca, widząc jak codziennie się męczy, dusi i wypluwa płuca, postanowiłem wstać na paluszkach i zrobić bidulce śniadanko. Pomyślałem, że przy niedzieli odpocznie, poleży i się trochę zrelaksuje. Pracuję sobie w kuchni, przygotowuję kanapeczki z pyszną, własnoręcznie robioną pastą z bobu a tu jak coś nie pierd…znaczy nie uderzy o podłogę. Myślałem, że mi sufit na łeb spadnie. Ten łomot w sypialni oznaczał jedno. Smoczyca wstała. Miałem nadzieję, że dokona ablucji, ochlapie twarz, umyje zęby i wróci do łózka, żeby było jak w piosence…będzie robić nic, nic będzie robić, a robić nic to znaczy nic nie robić ( Kasia Klich). Ale to musiałoby być w innej bajce, w której Konefka nie gra głównej roli. Ochlapała się i owszem , przylizała włosy i zlazła na dół…Przywitała sie nawet miło, zjadła przygotowane przeze mnie śniadanie…I czar prysł…Szatan w nią wstąpił. I już pół chałupy przestawia, jakieś gary wyciąga, jakąś kamerę ustawia. Napieprza tymi patelniami, że pół wiochy ją słyszy. Patrzę na nią i oczom nie wierzę. A takie to jeszcze dzień wcześniej nieprzytomne było, przewracało się, słaniało na nogach a teraz wylazł z niej potwór.

I zaraz mi się przypomniał wiersz, co kiedyś czytałem

A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna, i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza…
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna.
Początek i koniec – kobieta – to ja.

Julian Tuwim
Wypisz, wymaluj moja Konefka. Zwłaszcza ten fragment o demonie i upiorze. Na moje nieśmiałe pytanie co robi, łaskawie tylko odpowiedziała, że mam jej się nie plątać pod nogami, bo ona będzie eksperymentować z kręceniem filmików jak gotuje, na swojego bloga. Dwa razy mi nie trzeba było powtarzać. Zostawiłem miotającą sie po kuchni Efkę a sam wyemigrowałem na górę. I powiem Wam, że to był bardzo dobry pomysł. Ta nawalała na dole tymi pokrywkami, klęła jak szewc i robiła inne dziwne rzeczy a ja się relaksowałem. Znalazłem czas na książkę, pograłem z kumplami w grę planszową. Obejrzeliśmy nawet film, o takim jednym co w przykrótkiej, czerwonej koszulce latał i miał mały rozumek ( coś jak Efka). Na koniec pobawiliśmy się w chowanego. Taki jeden idiota założył na łeb Konefkową skarpetkę i myślał, że go dzięki temu nie widać. Nie wiem czy on jest jakąś rodziną z Konefką. Poziom jego inteligencji świadczyłby, że są spokrewnieni. I taka mnie naszła refleksja na koniec, ze całe życie z wariatami. Ale nie ma tego złego…nudno chociaż u nas nie jest i pocieszałem się na koniec, nucąc sobie pod nosem piosenkę…
Jeszcze będzie przepięknie
Jeszcze będzie normalnie
Jeszcze będzie przepięknie aaa…
( Tilt)