Niebieskiego przygód kilka

Niebieskiego przygód kilka – Zakopane luty 2019

Konefce jakiś czas temu zamarzyły się polskie góry zimą. Wiecie takie romantyczne wizje o bialym śniegu, sankach, kuligu w lesie, ośnieżonych szczytach i inne pierduły w ten deseń. Zamarzyło się jej, bo odkąd mieszkamy w Anglii to śniegu tu panie nie uświadczysz za dużo. Jak już spadnie 1 milimetr to jest Armagedon i ludzie masowo walą do sklepu i wykupują cukier i inne dobra kilogramami, bo świat się kończy. Cyrk się dzieje przy takich opadach. Cały ruch się wstrzymuje, szkoły są zamykane na cztery spusty i nikt nie idzie do pracy bo jest klęska żywiołowa. My wtedy z Konefką patrzymy się na to co się dzieje za oknem z przygłupią radościa w oczach. Konefka za dzieciaka zapierniczała do szkoły po kolana w śniegu i nie było zmiłuj, żeby nie iśc. Samochody się odkopywało łopatami, bo wcale ich nie było widać. Piękne to były czasy i nawet jej się nie śnilo, że jeden płatek sniegu może spaliżować życie w całym mieście. Rozumiecie więc jej tęsknotę a prawdziwym śniegiem i zimą jak z obrazka. Wiecie też, że jak baba sobie coś ubzdura, to nie ma zmiłuj. No i mieliśmy z Konefką ten jej wymarzony urlop w polskich górach. Zobaczyliśmy Kasprowy Wierch.W jeden dzień wybraliśmy się na Rusinową polanę. Pięknie…pięknie ale zimno w uj i piżdziło jak w kieleckim. Konefka nie byłaby sobą, gdyby nie wymyśliła nam innych atrakcji i zaliczyliśmy skutery śnieżne. Wszystko pięknie…Widoki…wiatr we włosach…dużo wiatru …śnieg na twarzy. Wielkie g widać, bo choć Konefka miała gogle to cały pysk miała zasypany śniegiem i ciężko coś było zobaczyć. Dla mnie żadna atrakcja ale Konefka cieszyła się jak dziecko. Ja też się cieszyłam, zwłaszcza w tych momentach, kiedy instruktor zapierdzialal 120 km na godzinę i Konefka kilka razy zaliczyłaby glebę. Cudny to był widok i po cichu liczyłem, że może jednak wywali się w śnieg, a ja bezkarnie będę mógł sie z niej nabijać. Udalo nam się też podczas tego pobytu zaliczyć wjazd kolejką krzesełkową na Wielką Krokiew. Darłem ryja na cały głos, bo się trochę bałem ale widoki były fajne. Wiem, bo Konefka zmusiła mnie do otwarcia jednego oka. Pojechaliśmy też na kulig w lesie. Ogólnie wyjazd na plus. Jedyną wadą tej całej eskapady jest to, że Konefka nabawiła sie zapalenia oskrzeli i teraz zdycha w łożku. Ja muszę latać jak jakiś kelner, donosić księżniczce nowe kubki herbaty z miodem, robić obiadki do łożka i pamietać o tym, żeby wzięła leki.


https://www.facebook.com/Niebieskiego-przygod-kilka-1641178202593178/