Inne zainteresowania Uncategorized

O barankach i różowych torebuniach czyli Konefka na rowerze

100_2026-2.jpg

Nie wierz nigdy kobiecie …Tak śpiewał kiedyś zespól Budka Suflera. I miał racje . Pogoda jak wiadomo jest rodzaju żeńskiego i tak samo mało godna zaufania jak wspomniana pani w piosence . Gdybym sugerowała się zapowiedziami pogodowymi to powinnam przesiedzieć dzień w domu . Miało dziś walić żabami  z nieba . Waliło ale słońcem po oczach . Fakt waliło tez po oczach wiatrem ale suma summarum dzień był przyjemny . Na tyle nawet przyjemny że udało się zaliczyć  rower. Ladybower .Peak Distrct . Drzewa .Piękne okoliczności przyrody… i cala masa błota i kałuż plus jakaś pinda przez którą o mało co nie wyzionęłam ducha . Pinda chuda , na oko ( to ślepe ) pewnie ze dwa razy młodsza i z rowerem , kory miał wspomaganie w postaci silnika . No tak to my się nie będziemy bawić . Pod górkę to ja mogłam tylko oglądać jej cztery litery bo pinda nie pedałowała prawie wcale ale dzięki wspomaganiu frunęła w powietrzu . Ja z wywieszonym ozorem za nią . Moja satysfakcja pod koniec ze pinda i tak wysiadła nawet ze swoim turbo doładowaniem a ja odjechałam z dzika satysfakcja w oczach . Pinda nie tylko silnikiem zapadła mi w pamięć . Bedę ją długo wspominać dzięki prześlicznej różowej torebusi przewieszonej przez ramie . Kto na Boga jedynego w błoto po kolana prawie , na rower sportowy zakłada sobie różowiutka , landrynkowa , słodką do zarzygania torebunię ? Torebunia umownie była różowiutka bo w tym całym syfie naokoło to ona może kilka sekund była taka śliczniusia a potem wyglądała jakby ja coś mocno przeczołgało . Ale lans był ? …był . Pinda wyglądała na zadowolona z siebie . Mnie tam w sumie wielkie G do tego co ona na rower ubiera ale fajnie się na takie pindy czasem patrzy . Ogólnie nie mam nic przeciwko ani pindom ani różowiutkim , ufajdanym błotem torebuniom . Rower dla mnie jest do jeżdżenia , do zmęczenia się a nie do wyglądania i pachnienia . Wiem , wiem naraziłam się wszystkim pindom świata ale ostatnio coraz częściej mam w poszanowaniu komu się narażam . Kilka dni temu pisałam , ze moja fantazja podpowiada mi założenie rolek na nogi i zaopatrzenie się w solidny kij bejsbolowy oraz  przejechanie ciemna ulica , żeby tymże kijem porozpierzać szyby w samochodach .

Tej fantazji musiałam podziękować ale ja ten wyżej wspomniany kij będę zabierać ze sobą na przejażdżki rowerowe i będę go  używać w obronie przed fanatykami Pokemonów czy innego ustrojstwa , które nakazuje ludziom gapić się w ekran telefonu a nie na przemierzana drogę .

Obiecuje solennie ze będę wjeżdżać w każdego osobnika , który włazi mi pod kola bo bardziej zainteresowany jest jakimś żółtym stworem niż tym co się dzieje wokół niego . Mam dzika ochotę podjechać do takiego delikwenta i wytrącić mu telefon z reki .

Po jakiego grzyba ja się pytam jeden z drugim wyłazi na łono przyrody jak tej przyrody nawet nie zauważa bo tak jest skupiony na małym ekranie ? Nie wiem czy ci ludzie w ogóle wiedza gdzie byli bo odnoszę wrażenie ze poza tym punktem w który wlepiają oczy świata nie widza

Ot takie moje przemyślenia z kolejnego wypadu rowerowego . Podsumowując .Poza radosną pindą z torebunią i atakiem Zombie z telefonami komórkowymi było pięknie .

I nawet momentami spływała na mnie cisza i spokój wśród tych drzew . Czułam się prawie tak  błogo jak u Kazika

Na głowie kwietny ma wianek
W ręku zielony badylek
A przed nią bieży baranek
A nad nią lata motylek

Zamiast wianka miałam kask ale były baranki …ba nawet kilka BARANOW z telefonami !!!

100_2029-2.jpg

100_2011-3.jpg

100_2013-3.jpg

100_2016-3.jpg

100_2018-3.jpg

100_2020-2.jpg

100_2023-2.jpg

100_2036-2.jpg

100_2039-2.jpg

100_2042-2.jpg